Subscribe to
mar-4-2010

Czy istnieją święci i łajdacy?

Artykuł napisał: Pawel Paliwoda : Kategoria Idee

Niebo nad Berlinem, reż. Volker Schloendorff     Urodzeni mordercy, reż. Oliver Stone

Co jest lepsze: twórczość Gretkowskiej czy Dostojewskiego, „Urodzeni mordercy” czy „Niebo nad Berlinem”? Jednym z najmniej mądrych, a równocześnie najbardziej rozpanoszonych przesądów jest twierdzenie, że o gustach się nie dyskutuje. Tak? A o czym mamy dyskutować? O tym, czy pierwiastek kwadratowy z „2” jest liczbą wymierną? Kwestia epistemologicznego statusu sądów wartościujących jest fundamentalną kwestią cywilizacyjną. Ustroje i systemy, które rezygnują z formułowania mocnych sądów ocennych, osłabiają swoje sądownictwo, policję i cały wymiar sprawiedliwości. Rządzący zaś zamieniają się w fircyków, którzy sprawnie dostosowują się do obowiązującego w polityce kanonu estetycznego. Wybory wygrywają bowiem gładcy i sympatyczni mówcy, przegrywają zaś przepełnieni poczuciem misji ludzie, na których twarzach maluje się niepokój i smutek.

Już kategorie „lepszy”, „gorszy” doprowadzają lewaków do furii. Eksponując jedną rzecz, dokonujemy przecież automatycznej „dyskryminacji” innych. A rzekomo nie ma w istocie żadnych podstaw do formułowania sądów ocennych ufundowanych na czymkolwiek innym niż nasze stany psychiczne. Tego inspiruje i zachwyca krycyfiks w nocniku, innego nie. Ale podstaw, aby piętnować działalność całych hord Nieznalskich czy Kozyr tak naprawdę nie ma. No i co z tego, że może to obrażać czyjeś uczucia religijne? A moje uczucia – może ktoś wywodzić – obraża szpetota miejscowego kościoła. Tam, gdzie w grę wchodzą kategorie estetyczne – a większość fenomenów dnia codziennego zawiera takie konotacje – spory na temat obecności pewnych treści w przestrzeni publicznej powinny być zawieszone. No, ale są wyjątki! Jeżeli w urynie wystawiona zostanie w państwowej (czy innej) galerii gwiazda Dawida, to zmienia to postać rzeczy. Wtedy już nie mówi się o estetyce i wolności „artysty”, ale o antysemityzmie. Jeżeli ktoś podobną akcję chciałby przeprowadzić z muzułmańskim symbolem religijnym (na wszelki wypadek nawet go nie nazywam), dostaje kulkę w czaszkę – i już po dyskusji.

Postępowcy żerują bezczelnie – bo arbitralnie i jednostronnie czyniąc zeń użytek – na rozróżnieniu, którego dokonał David Hume (1711-1776). Sądy wartościujące nie są sądami emiprycznymi w sensie naukowym. Owszem, odnoszą się do pewnej rzeczywistości – psychicznej – ale dlatego nie podlegają intersubiektywizacji (jak sądy o faktach dostępnych powszechnie) i zachowują status sądów subiektywnych, w żaden sposób niesprawdzalnych. Tobie wydaje się to, a mnie tamto. I dobrze, jeżeli wyznajemy zasadę tolerancji. W ten sposób w liberalnej demokracji może funkcjonować obok siebie nieskończona liczba sądów ocennych, wśród których są sądy sprzeczne.

Dlaczego przesąd Hume’a tak się upowszechnił w dzisiejszej filozofii? Odpowiedź daje na to inne pytanie: „Czy ten człowiek jest dobry?”. Dobry? – zapytają lewacy. Może tak, może nie. To zależy od tego, czy spełnia kryteria przyjęte w danym czasie i danej społeczności. Co jest dobrem w rozumieniu nowojorskiej bohemy, nie musi być dobre w rozumieniu plemion żyjących w dżungli amazońskiej. Ale i w NY, i wśród buszmenów zdanie powyższe nie jest, ściśle biorąc, zdaniem w sensie logicznym. Nie daje się mu bowiem przypisać żadnej z dwóch wartości logicznych: prawda, fałsz. A dlaczego? Bo nie ma zbioru kryteriów, na mocy których dałoby się ocenić, czy człowiek jest dobry czy zły (w innej stylizacji językowej: czy jego czyny są dobre, czy złe).

Możemy zatem oceniać rządy, narządy i przyrządy – i nie są to wtedy wypowiedzi stricte oceniające, mamy bowiem empiryczne kryteria informujące, co znaczy, że młynek do kawy jest dobry (czy zły), czy nasz wzrok jest dobry (czy zły), czy rząd sprawuje władzę dobrze, czy źle (wybory parlamentarne). Pomijając ten ostatni przykład, w ocenie którego rządzą często emocje i czynniki pozamerytoryczne, pozostałe przykłady nie budzą niczyjej wątpliwości. Dobry młynek to taki, który skutecznie miele kawę. Jeżeli ten oto konkretny młynek zakupiony przez nas wczoraj, kiepsko mieli, wypuszczając kawałki ziaren, jeżeli sypie się z niego zawartość, jeżeli jego obsługa wymaga nadzwyczajnej siły, powiemy w sposób uprawniony, że jest to zły młynek (czyli po prostu do bani). Dlaczego tak samo nie jest z ludzkimi działaniami?

Nie istnieje bowiem zbiór kryteriów, który pozwoliłby nam formułować kategoryczne sądy oceniające. Kwestionuje się, aby istniała w przypadku ludzi i ich działań taka „funkcja”, którą dana osoba powinna spełniać, aby być „dobrą”. Oczywiście w sensie względnym, sytuacyjnym, określonym kulturowo przez niepisany obyczaj i prawo stanowione, daną osobę wolno nam – na to lewacy nam zezwalają – użyć takiego sformułowania. W istocie jednak używają go oni nagminnie i to nie „w sensie w sensie względnym, sytuacyjnym, określonym kulturowo przez niepisany obyczaj i prawo stanowione”, ale w trybie stanowczym, apodyktycznym, kategorycznym. Widać to ewidentnie wszędzie tam, gdzie w grę wchodzą etyczne i estetyczne uwrażliwienia lewaków (i nie tylko). Czy ktoś z nich ośmieli się powiedzieć, że holocaust nie był złem moralnym? Czy zakwestionują moralne potępienie „molestowania seksualnego” przez księdza z Koziej Wólki?

Problem sądów wartościujących w antropologii to kwestia unieważnienia poglądu, iż istnieje ponad historyczny, obiektywny zbiór moralnych dyrektyw, zakazów, nakazów i zaleceń, które wytyczają człowiekowi sposoby postępowania, określając jego funkcję na ziemi, tak jak instrukcja obsługi młynka do kawy uszczegóławia jego cele i sposób działania. Logicznie pierwotny więc wobec zarzutów Hume’a jest rozstrzygnięcie o charakterze fundamentalnie poznawczym. Czy istnieje i jest poznawalny kanon wartości etycznych oraz zbiór dyrektyw wykonawczych, instruujący o dobrych sposobach działania człowieka. Jeżeli się istnienie powyższych bytów kwestionuje, pozostaje przyjąć zalecenia Hume’a. Nie mają one jednak charakteru logicznego, o ile nie są podbudowane założeniami ideologicznymi i światopoglądowymi.

Strategia hume’owska prowadzi do destrukcji dyskursu etycznego i poważnego dyskursu estetycznego. Zaciera się granica między symfoniami Mozarta a pisenkami Dody. Wszystko jest równocenne – i po co to zmieniać? Po co dyskryminować wielbicieli Dody, którzy o Mozarcie nie słyszeli, a za nią oddaliby życie? Czy to nie okrutne? Zauważmy także, że przeniesieniu dyskursu etycznego w obszar „psychologicznych preferencji” nadaje mu powierzchownie estetyczny charakter. Zanikają pytania w rodzaju” „Czy pornografia jest szkodliwa?”, wypierane coraz częściej przez pytania w rodzaju; „Jakie wrażenie robi na tobie hard porno?”, „Czy lubicie oglądać porno we dwójkę?” etc. Poważne pytania zostają spsychologizowane i zredukowane do subiektywnych prezentacji jednostkowych stanów psychicznych.

Na zakończenie powiem mocno: ludzie pozbawieni zdolności sądzenia z oczywistością – pisałem o tym w tekście … – są umysłowo niepełnosprawni i nie są dysponowani ani do opisywania rzeczywistości, ani do zarządzania nią. Jednak o ile kulturowo są porządnie przysposobieni do życia, wychowani we właściwym systemie wartości (tak, „właściwym”, istnieją bowiem systemy całkowicie niewłaściwe; niech relatywiści-nihiliści powiedzą publicznie, że system wychowawczy w nazistowskich Niemczech albo Komsomoł w Sowietach były dobrymi systemami wychowawczymi), mogą prawidłowo i etycznie funkcjonować w świecie. System demokracji liberalnej jest szczególnie nieprzydatny w wyłanianiu jednostek intelektualnie przygotowanych do kształtowania opinii publicznej oraz rządzenia. U jego podstaw leży konkurs wyłaniania politycznych Miss czy Misterów zewnętrznej elegancji i werbalnej sprawności. Ale w jaki sposób demokratyczne wybory miałyby wyłaniać ludzi naprawdę mądrych, skoro swoista teologia demokracji (traktowanej jako wartość najwyższa) wyklucza rozróżnienie na głupców i mędrców? Oczywiście czyni to tendencyjnie i w sposób skrajnie zakłamany. W istocie bowiem liberalni lewicowcy wypowiadają tysiące kategorycznych sądów ocennych, mają swoich bożków i idoli oraz swoje resentymenty, którym także dają wyraz w sposó niepohamowany własnymi zakazami.

Ideologia wykluczania sądów wartościujących z poważnego dyskursu publicznego prowadzi do całkowitego zaniku owego dyskursu. Świadomością i podświadomością zbiorową zaczynają sterować ci, którzy w najsprytniejszy sposób są w stanie opanować kanały informacyjne, którymi transmituje się do społeczeństwa dowolną ideologię, korzystną dla opiniotwórczej elity. Taki jest skutek atomizacji społeczeństwa pod hasłem wolności i samorealizacji jednostki. To samotny i ogłupiały tłum, którym łatwo może sterować niewielka, świadoma swoich celów, zdeterminowana grupa scalana politycznie, materialnym interesem, etnicznym pochodzeniem itp. Demokracja wyzuta z mocnej aksjologii przeistacza się w quasi-liberalny zamordyzm. Wyraźne oznaki tego mamy obecnie w Polsce. Autor ideologicznie niepoprawnej książki, w której pojawiły się sądy wartościujące ujemnie kwalifikujące reanimowanego przez liberalną lewicę bożka, zamiast pisać doktorat na uniwersytecie, obsługuje wózek widłowy w jakiejś firmie. Tzw. spiskowa teoria dziejów jest w złożonych konfiguracjach ideowo-politycznych często niezbędnym modelem wyjaśniającym, który teoretyczność traci wraz z drobiazgową, uporczywą analizą poszczególnych składników tejże konfiguracji. Ale aby ją rozpocząć i doprowadzić do końca, potrzebna jest duża odwaga i wytrzymałość badacza. Jednak lepiej być bogatym i sławnym, niż biednym i zepchniętym na prestiżowy margines społeczeństwa. Dlatego tak mało jest Cenckiewiczów, Gontarczyków czy Zyzaków, a tak wielu Friszke’ów.

  1. Lina Skomentował,

    Dzięki za blog, gdyż znów mogę poczytać inteligentnego oraz pięknego ciałem i duchem Pana Pawła Paliwodę. Jest Pan przeciwieństwem karykatur ludzkich i moralnych, które opanowały polskie masmedia. Był Pan prawdziwą “ozdobą” polskiej telewizji w programie “Ring”. Pańska wysoka kultura była nie do zniesienia dla większości Pana gości, mających kulturę niską (z nielicznymi wyjątkami).
    Bardzo sympatyczny muzyk Pan Majelonek na długo pozostanie w mojej pamięci. Fortitudine vincimus Panie Pawle! Rób dalej to co robisz, bo psy szczekają a karawana jedzie dalej.
    Pozdrawiam LINA

  2. Pawel Paliwoda Skomentował,

    Do usług. Pzdr.

  3. Agamemnon Skomentował,

    To jeden z naj – najlepszych blogów które znam.
    Tu można się wiele nauczyć.
    Konsekwencji stalowej życzę.
    Agamemnon