Subscribe to
paź-19-2009

Moja wrogość wobec Kościoła katolickiego*

Artykuł napisał: Pawel Paliwoda Kategoria Wrogowie chrześcijaństwa

(fot.: sorkovitz.blog.onet.pl/Wscieklizna-chlopcow-a..)

Tych kilka poniższych uwag nie stanowi biograficznego, publicznego wywnętrzania się. I właściwie są one przekazem dla zaciekłych wrogów konsekwentnej, w wielu (choć dalece nie we wszystkich) momentach dogmatycznej, konserwatywnej postawy człowieka 46-letniego, który jest absolutnie zdeterminowany w walce z ideologią lewicowo-liberalną. Moimi najpoważniejszymi przeciwnikami – żeby nie powiedzieć: śmiertelnymi wrogami – są dziś ci wszyscy, którzy Kościół katolicki obrali sobie za głównego przeciwnika i obiekt ataków. Ludzie tacy zwykle nie pojmują, czym jest instytucja Kościoła, jaki jest jego ontologiczny (metafizyczny) status, jaki jest cel jego istnienia, dlaczego jego błędy muszą być korygowane, ale nigdy Kościoła jako całości zdyskredytować nie potrafią. Nie chcą oni zrozumieć, że istnienie chrześcijaństwa, a zwłaszcza konfesji katolickiej, jest warunkiem koniecznym przetrwania cywilizacji Zachodu oraz człowieczeństwa w postaci, w jakiej jeszcze dziś je znamy. Osoby te, wywodzące się z tzw. salonów, kręgów opiniotwórczych, zdominowanych przez lewicę mediów, gdy słyszą słowo „dogmat”, wpadają w amok. Ludzie ci działają rzekomo bezzałożeniowo, a- i antydogmatycznie, z pobudek czysto poznawczych i proobywatelskich. Wiem, że to nieprawda. Wiem, jakie są psychologiczne mechanizmy leżące u podstaw antyklerykalizmu i antykatolickości. Wiem, bo sam na sobie gruntownie tę postawę przećwiczyłem. To i – niestety – sporo innych lewackich paskudztw i mnie w przeszłości dopadało. Dlatego wiem, czym są, jak się w psychice ukorzeniają, jakie argumenty podsuwają, do jakich spustoszeń prowadzą. Mówiąc krótko, kiedy atakuję antyklerykałów i lewaków, wiem dobrze, na czym polegają ich sztuczki, błędy myślowe, idiosynkrazje i przewiny. Sam to – w sporej mierze – praktykowałem.

Czytaj dalej;

sie-15-2009

Legutko: Jak polityczna jest antypolityka*

Artykuł napisał: admin Kategoria Analiza

Profesor Ryszard Legutko (fot. Anna Kaczmarz)

Pozwalam sobie przypomnieć Czytelnikom fragmenty tekstu  profesora Ryszarda Legutki sprzed trzynastu lat. Istota tej wypowiedzi, odnosząca się do ponadczasowego mechanizmu dokonywania wyborów politycznych przez ludzi od polityki się dystansujących, zachowuje w pełni aktualność. Dziś, w sytuacji głębokiej degrengolady rządzącej ekipy, zadajemy sobie pytanie:  dlaczego Polacy tak nieroztropnie podejmują wyborcze decyzje? Dlaczego tak długo poparciem cieszyli się postkomuniści, Aleksander Kwaśniewski (Jolanta Kwaśniewska jest ulubienicą pism kobiecych po dzień dzisiejszy), postkomunistyczne ZSL przemianowane na PSL? Dlaczego tak wiele osób ma mózgi zrobione z „Gazety Wyborczej” i głosuje w wyborach pod dyktando michnikoidów?  Zachodzi podejrzenie, że mimo kompromitacji premiera Tuska i jego partii, która wykazała się bezprecedensowym lenistwem i haniebną mściwością wobec swoich politycznych oponentów oraz ludzi uczciwych, którzy – jak Mariusz Kamiński – patrzyli uważnie na ręce politykom PO, Platforma wciąż zachowuje liczne grono bezkrytycznych wielbicieli, a szanse Donalda Tuska na prezydenturę nie zostały pogrzebane. Dlaczego tak jest? Być może dlatego, że większość Polaków deklaruje brak zainteresowania polityką. A mimo to, wielu z nich w wyborach uczestniczy. To właśnie ta milcząca, rzekomo apolityczna zbiorowość z reguły przesądza o wynikach wyborów. Na kogo i z jakich powodów ludzie ci głosują?

Paweł Paliwoda


Czytaj dalej;